Jak finansować podróże?

Jak finansować podróże?

Często ludzie pytają mnie jak finansować podróże. Jest to temat bardzo złożony i trudny. Z jednej strony patrzymy na stale podróżujących celebrytów i blogerów, a z drugiej strony zastanawiamy się jak znaleźć fundusze na podróż marzeń do Zakopanego. Pułapką w podróżowaniu jest to, że ta „choroba” postępuje i każda kolejna podróż rodzi chęć do następnej. Trzeba więc znaleźć sposób na to, żeby je ciągle finansować. Jak się do tego zabrać?

Skarbonka bez dna

Najprostszym rozwiązaniem jest oszczędzanie. Brzmi to jak banał, ale chyba każdy podróżnik tak zaczynał. Można wybrać sobie listę rzeczy z których jesteśmy w stanie zrezygnować i konsekwentnie odkładać małe kwoty. Przez miesiąc nie uzbiera się za wiele, ale już po pół roku może starczyć na bilet lotniczy. Już na samym początku trzeba mieć też świadomość ile mniej więcej potrzebujemy. Wiedząc, że podróż do Patagonii pochłonie około 20 tys. zł musimy mieć świadomość w jakim czasie uda nam się na to zebrać fundusze. Nie warto też całkowicie rezygnować z mniejszych podróży mając w planach wyjazd życia.

Coś z niczego

Podróżując, z pozoru nie robimy nic. Jest to błędne myślenie. Poznajemy świat, mimowolnie testujemy sprzęt, korzystamy z urządzeń najróżniejszych firm czy usług przewoźników. Małymi kroczkami budując wokół swoich podróży grupę fanów możemy pokusić się o współpracę z różnego rodzaju firmami. Bardzo trudno na początku będzie pozyskać fundusze, przy małych wyjazdach będzie to wręcz niemożliwe. Dużo łatwiej będzie podjąć współpracę barterową – dostaniemy np. kurtkę czy plecak, który zabierzemy w podróż i później napiszemy kilka słów o tym jak sprawdził się w podróży. Taki produkt znajdzie się na kilku zdjęciach i obie strony będą zadowolone. Z doświadczenia wiem, że wiele firm bardzo chętnie wchodzi we współpracę z podróżnikami-blogerami. Trzeba przygotować ładną prezentację, trochę statystyk i napisać emaila z konkretnym pytaniem – czy firma X wspomoże moją wyprawę na Syberię produktem „GHJK” w zamian za recenzję.

Dobrze jest jeśli wcześniej przygotuje się przykładowy materiał z jakimkolwiek produktem, nawet butelką wody mineralnej, żeby pokazać osobie decyzyjnej nasz warsztat fotograficzny i tekstowy. Nie ma też się co zrażać. Takie zapytanie warto wysłać do kilkudziesięciu miejsc i próbować. Ludzie często planując podróż zapominają, że ubrania i sprzęt powinny być wliczone do kosztorysu. Wyjazd w Himalaje może kosztować np. 30 tys. zł, a potrzebne ubrania i sprzęt kolejne 20 tys. zł…

Pomoc z nieba

Od czasu do czasu czytam też prośby o pomoc w sfinansowaniu podróży przez crowdfunding, czyli najprościej mówiąc „internetową zrzutkę”. Jeśli opis i pomysł mnie przekonuje to chętnie biorę w tym udział. Dostałem w ten sposób kartę pocztową z Indii, pocztówkę z USA i zostałem wpisany do książki napisanej po odbytej podróży. Ta forma wymaga bardzo dobrego przygotowania i obarczona jest sporą odpowiedzialnością – o ile korzystamy z własnych funduszy nie jesteśmy zależni od nikogo. Kiedy ludzie robią „zrzutkę” na naszą podróż to trzeba się trzymać założonych celów, bo nie ma nic gorszego jak utrata wiarygodności w sieci. Jej odbudowanie i zbieranie funduszy na kolejną wyprawę może być już niemożliwe. Trzeba też pamiętać, że poza drobiazgami wpłacający nie otrzymują nic poza satysfakcją, że pomogli w realizacji marzenia. Jeśli zbieramy fundusze, żeby wejść na Pik Lenina to za zebrane pieniądze nie powinniśmy wylegiwać się na plaży w Turcji.

Mnożąc dzielmy

Mnożąc liczbę uczestników podróży dzielimy koszty. W ten sposób ciężko wyeliminować wkład własny, ale można go bardzo obniżyć. Jadąc pierwszy raz do Norwegii zdecydowałem się na podróż samochodem w 4 osoby, żeby wszystkie koszty wspólne podzielić przez 4. Finansowo okazało się to bardzo korzystne rozwiązanie. O plusach i minusach podróżowania w grupie pisałem już jakiś czas temu, ale nie można zaprzeczyć, że argument finansowy zawsze mocno przemawia za takim rozwiązaniem.

Halo, jest tu sponsor?

Pozyskanie sponsora wyprawy jest dzisiaj niezwykle trudne. Duże koncerny nie będą zainteresowane w finansowaniu małej wyprawy. Mniejsze firmy nie będą miały na to funduszy. Chcąc pozyskać sponsora trzeba przedstawić mu plan jego realnych korzyści i zysków. Nasza podróż musi być wtedy skazana na sukces. Wiele firm nie decyduje się na finansowanie wypraw w Himalaje z tego powodu, że przy tragedii i śmierci uczestnika ich logo będzie pokazywane we wszystkich mediach w złym świetle. Z drugiej strony nikt nie będzie chciał opłacić naszych wakacji w zamian za kilka zdjęć i podziękowania. Chcąc pozyskać sponsora trzeba mieć naprawdę mocne argumenty i pomysł na miarę Kolumba.

Podróżować by żyć?

Świat obiegają dzisiaj treści ludzi, którym się udało z podróżowania pozyskać fundusze na życie i kolejne wyjazdy. W większości są to ludzie, którzy wokół swoich blogów czy kanałów video zgromadzili ogromne rzesze fanów. Nie trzeba bać się słowa, że stają się oni celebrytami i dzięki swojej popularności otrzymują propozycje współpracy i finansowania z najróżniejszych branży. Jak widać jest to możliwe, ale wymaga czasu, konsekwencji i samodyscypliny. Na początku wiąże się to również ze sporymi nakładami finansowymi, które jak w każdym biznesie mogą się zwrócić, albo przepaść bezpowrotnie. Myśląc o takim sposobie na życie trzeba swoje podróże w pewnym sensie podporządkowywać treściom, które się tworzy i samemu stwarzać sytuacje w których potencjalni reklamodawcy zobaczą szansę na wypromowanie swojego produktu czy usługi.

Z pustego i Salomon…

…nie naleje. Podróże są kosztowne. Te małe i te duże wymagają albo poświęcenia realnych środków, albo czasu w którym nie zarabiamy (co też wlicza się do kosztów podróży). W dzisiejszym świecie można z powodzeniem obniżać koszty podróży. Zaczynając od oszczędzania można powoli myśleć o pozyskaniu finansowania, a w następnej kolejności o utrzymywaniu się z podróżowania. Nie da się tego przeskoczyć, bo bez treści z podróży nie powstanie nasz blog. Bez bloga nie zainteresujemy odbiorców. Bez odbiorców nie zainteresujemy sponsorów… Zamknięty krąg. Warto próbować, bo ostatnie lata co rusz przynoszą wieści o kolejnych szczęśliwcach, którym się udało. Da się – trzeba tylko chcieć i nie ustawać w drodze do celu!